Jak mówić w czasach bełkotu?

Jak mówić w czasach bełkotu, gdy stwierdzają zgon literatury pięknej? Kiedy staje się ona miazgą i zbitką wyrazów traktowanych jak zużyte słowa? Jak u-żywać słowa? Jak słowa ożywić, aby nadać im wyraz, a nie tylko czynić je pstrokacizną telebimów, dowolną grą, czy fajansem językowym kolejnego literackiego dziwaka tęskniącego za Balzakiem, na przykład? Jak na powrót słowom przydać wagi, a słowotok zamienić w piękną, wielką rzekę myśli?

*

Te pytania chcąc nie chcąc pchają mnie ku kosmicznym wysypiskom zdewaluowanych wartości. Tylko to ma wartość, za czym sens stoi. Coś jeszcze, obok, za. Coś, co daje ten cień, którym słowo jest. Słowo – reprezentacja jakiejś ważniejszej rzeczywistości.

Słowa w internecie, jak przywiędłe kwiaty w widmowej poświacie. Samotne, zagubione, choć pstrokate, to niepewne siebie! Morza nic nie wartych, przelewających się słów…

Backspace, jakby rzeczywistość nie istniała, bo nic nie jest na serio przecież…

*

Czy problem z bełkotem słów nie ukazuje w istocie zaburzeń poznawczych współczesnego świata?

Odnaleźć rzeczywistość i ją prawdziwie nazwać. To by było coś!

Piski z zapiecka

*

Czasami, kiedy siadam w fotelu by poprzyglądać się jak ogień wesoło ćwierka w piecu, pojawia sie zaduma. Staje przy nogach jak wierny pies i kładzie swój długi, smutny pysk na moich kolanach. Patrzę jak zaczarowany w jarzący się pomarańczowym światłem ekran kominka na tańczące, wesołe diabliki.

*

Aby w pełni zrozumieć rzeczywisty charakter tej jakże klimatycznej i jakże przewidywalnej scenki przed kominkiem należy wziąć pod uwagę, że te parę pierwszych słów mówi w gruncie rzeczy o istocie kontemplacji.

Skąd czerpać i gdzie jest źródło? To są właściwe pytania, które zadaję sobie, ilekroć siadam do klawiatury, do ekranu, w jego zimnym świetle szukając… A więc – gdzie źródło kontemplacji? Czy szukać go w kominku?

Wszystko może być przedmiotem kontemplacji?

A więc gdzie tkwi istota?

W nastawieniu? We włączeniu swojego własnego, wewnętrznego odbiornika „pozaświatów”, „dziedzin wyższych”, „intuicji”, „czakr”, „czakramów”?

Idź tą drogą, Czytelniku, jeśli chcesz poznać dokąd prowadzi droga inspiracji, po nitce do kłębka, może do czarnego pająka?

A może w prostym zdaniu, czyli: wszelka inspiracja ma swe źródło w kontemplacji.

O, Eureko!